środa, 2 sierpnia 2017

# 18


Patrzę cały czas, jak się zbliża, krok po kroku, sukcesywnie w naszą stronę, przyprawiając mnie o jakieś dziwne, wewnętrzne drgawki. Proszę, bardzo mocno, aby moje głupie, bojaźliwe skojarzenia, przesiąknięte przewrażliwieniem się nie sprawdziły. Nie teraz. Inaczej chyba zapadnę się pod ziemię i w niej już zostanę do końca, żeby nie być naocznym świadkiem ich prywatnej konfrontacji twarzą w twarz. To byłoby naprawdę okropne. Najgorsze uczucie świata.
Stwierdzam, że od czasu tamtego spotkania z Astrid pod kliniką, zacząłem cierpieć na jakieś chroniczne, dziwaczne omamy. Nie wiem, czy taka dolegliwość istnieje, ale jeśli jeszcze nie, to ja na pewno będę doskonałym króliczkiem doświadczalnym, pionierem dla kolejnych. I dodatkową pożywką dla chciwych mediów oraz agencji plotkarskich. Nie ma to jak ktoś znany, osoba publiczna w którymś sektorze tego kolorowego blichtru sławy, z psychicznymi urojeniami. Temat genialny na okładkę i głośny artykuł. Sprzedaż murowana.
Mi osobiście wystarczył jeden taki przypadek napadu tej „choroby”, kiedy widziałem ją w Kuusamo. Jak się okazało później w praniu, to w ogóle nie była ona, tylko nowa rzeczniczka prasowa którejś z kadr, tak bardzo łudząco do niej podobna. Kolejny dowód na to, że ewidentnie mi odbija. Cholernie. Że wariuję sam ze sobą, a siedzenie w pojedynkę w domu, zapełniając swój nadmiar wolnego czasu ewentualnie krótkimi telefonami do znajomych, nie jest dobrym rozwiązaniem na dłuższą metę. Wcale nie jest dobrym rozwiązaniem. Wyniszcza mnie doszczętnie, wygryzając moją skomplikowanie poskładaną duszę.
A co jest w tym wszystkim najgorsze? Że te zwidy pojawiają się jedynie w obecności Carli. Osoby, którą chcę chronić za wszelką cenę. Może dlatego się tak podejrzanym trafem dzieje, bo po prostu boję się, że ponowne pojawienie się tej żmijowatej Astrid w moim… naszym życiu, jeszcze raz wszystko rozwali, rozrywając na maleńkie kawałeczki tak, że już nie będzie czego tym razem zbierać. Mogę mówić „nasze”, prawda? Chyba powoli właśnie takie się znowu staje, pomimo wyboistych ścieżek, którymi chodziliśmy przez te wszystkie miesiące. Gdyby Carla mnie aż tak bardzo znienawidziła, to teraz by się ze mną nie zadawała, nie spotykałaby się w naszych ulubionych miejscach na takie zwykłe pogaduszki o wszystkim i o niczym. Zależy jej nadal. Czuję to całym sobą. A swoimi ostatnimi wyznaniami tylko mi to dodatkowo udowodniła, pokazując nieświadomie, poprzez słowa, jak bardzo tęskniła. Bo serce nigdy nie zapomina największych uczuć.
Jak to słodko i cudownie brzmi. Aż mam ochotę wykrzyczeć to w niebogłosy, aby wszyscy dookoła usłyszeli dobitnie, donośnie, z pełnią dumy. Podnoszę głowę dość gwałtownym, raptownym ruchem, wzbudzając lekki strach u zrywającej się razem ze mną Carli, spoglądając przed siebie, aby upewnić się, kim jest w rzeczywistości ta osoba, idąca coraz szybciej. Chyba naprawdę coś jest ze mną nieźle nie tak. Odbija mi, to potwierdzone.
Mrugam wielokrotnie powiekami, sprawiającymi wrażenie, jakby ktoś dolał do nich jakiegoś mocnego kleju, nie dowierzając własnym, kłamliwym już nieraz oczom.
- Jestem brudna czy mam na sobie jakiegoś gigantycznego robaka, że tak na mnie patrzysz?
Nina.
To ona, we własnej osobie.
Nie Astrid, tylko i aż Nina. Boże, dzięki ci za wyjaśnienie tej sytuacji, bo byłem naprawdę bliski zawału. Właściwie to już miałem stan czysto przedzawałowy.
Unosi brew z niemałym sarkazmem w tych dużych tęczówkach, uśmiechem dopełniając swoją firmową minę, pełną politowania i takiej niechęci, co do mojej osoby. Rozumiem, że mnie teraz nie do końca lubi, łagodnie mówiąc, zresztą, ja jej wcale do tego nie zmuszam i nawet się nie staram bić usilnie o jej mało istotną w tym momencie sympatię, ale mogłaby już sobie darować takie akcje.
- Nie, wszystko w porządku. – odpieram, odwzajemniając uśmiech, lekko go nawet naśladując, odchrząkując nerwowo.
Dopiero teraz się ogarnąłem i wybudziłem z tego nienaturalnego letargu, jak zwykle zbyt rozległych połączeń myślowych, odcinających moje ciało na chwilę od otaczającego świata i prawdziwych wydarzeń. Dobra, na dziś wystarczy tych niespodzianek.
Dyskretnie lustruję kątem oka jej nową, jak mniemam, fryzurę, bo inaczej na pewno bym jej nie pomylił z kimś innym. I aż strach pomyśleć, że z daleka z tymi natapirowanymi lokami wyglądała niemal wręcz identycznie jak moja zdradziecka zguba. Całe szczęście, że z bliska to wrażenie nie jest już takie silne i elektryzujące, wprowadzające moje ciało w stan osłupienia. W Oslo jest przecież tylu fryzjerów, dlaczego one musiały iść do tego samego?
- Szukałam cię. – rzuca nagle, trochę srogim, nauczycielskim tonem, zwracając się do Carli.
Ona zaś zaciska usta, patrząc na siostrę z małym zdziwieniem. Chyba sama nie wie, co gwałtownie w nią wstąpiło, że zrobiła się taka narwana. Tak w ogóle, skąd wiedziała, że będziemy akurat w tym miejscu? Przecież równie dobrze mogliśmy być w każdym innym dookoła, w jakiejś restauracji, których tu jest istne zatrzęsienie. Może przed wyjściem zamieniły ze sobą parę intymnych, siostrzanych słów? A może Nina nas śledziła? Z nią to nigdy nic nie wiadomo, co właśnie sobie wymyśli pod tą kopułką.
- Mnie? Stało się coś z Emmą? – odzywa się zdezorientowana, jakby była już gotowa do zerwania się na równe nogi i natychmiastowe odejście bez pożegnania.
Na to ostatnie pytanie Nina od razu zaczyna kręcić przecząco głową, jak gdyby chciała ją uspokoić.
- Po prostu musimy porozmawiać.
Nina, widziałem ten podły wzrok, widziałem… Już chyba nawet wiem, o czym, a właściwie o kim, chce z nią pogadać. Czuję się zupełnie jak taki niepotrzebny intruz, jakby mną gardziła. Nie podoba jej się po prostu to, że młodsza, ukochana siostrzyczka, za którą zawsze musiała być wszędzie odpowiedzialna, ponownie zaczęła się spotykać z niedoszłym szwagrem. Z tym, co zniszczył jej przyszłe plany, odnośnie dalszego życia i zakładania wspólnej, szczęśliwej rodzinki? Nie wierzę, że mogłaby się posunąć do czegoś tak wrednego, by stać pomiędzy nami. Nie jesteśmy już dziećmi!
- Ale teraz? – dopytuje, spoglądając na nią smutnym wzrokiem małej dziewczyny, niechcącej wracać z urodzinowej imprezy swojej szkolnej przyjaciółki. – Jestem zajęta…
Aż mi się zrobiło ciepło na serduchu, że to ja jestem powodem takiego zatroskanego wzroku tych cudnych, szarych ocząt, że to ze mną nie chce się rozstawać. I aż mi miło, że z przejęcia… prawie dotknęła mocno mojej zmarzniętej dłoni, jakby chciała mnie bronić.
Brunetka wzdycha ciężko, zapinając wyżej puchową kurtkę, o mało nie przytrzaskując jednego ze świeżo zrobionych loków plastikowym suwakiem. Chyba sama nie wie, co teraz powiedzieć. A jednak. Pycha i jak zwykle nadmierna pewność siebie jednak też ma jakieś ludzkie granice, nawet w przypadku Niny. Ona zresztą zawsze była przeciwieństwem swojej młodszej kropli wody. Pod względem charakteru, oczywiście. Za głośna, zbyt pyskata, momentami zbyt opryskliwa.
- Za godzinę u mnie? – podwija rękaw, celowo zerkając na czerwony zegarek, założony w miejscu wytatuowanej różyczki.
Dobrze, że Carla nie dała się wtedy namówić, żeby zrobić sobie taką samą na znak „babskiej solidarności”.
Godzina. Tyle czasu. Stoper wystartował. Za mało, zdecydowanie…
Potakuje porozumiewawczo głową ze zgodą, uśmiechając się do niej serdecznie.
- To w takim razie czekam. – odpiera od razu, kręcąc nosem z niezadowoleniem, poprawiając torbę na ramieniu. – Na razie. – dodaje w moim kierunku, z niezbyt miłym wyrazem twarzy.
- Na razie… - powtarzam cicho, bardziej sam do siebie, odprowadzając ją oczyma w głąb parku, prawie do samej ulicy, dopóki nie straciłem ją z widoku.
Czy na razie, to się okaże. Bo chyba nie będę miał ochoty się z nią kolejny raz widywać. Nie w takich wrogich warunkach. Najpierw mi pomaga, a teraz co? Nagły zwrot akcji? Czy to może z nią jest coś nie halo? Szkoda gadać. I się nad tym nadmiernie rozczulać. Nie zamierzam się jej przymilać, bo coś jej się nie podoba. Jej problem, nie mój.
Obracam głowę w stronę Carli, która… zaczyna się nagle śmiać bez opamiętania. Do pęknięcia. Wszyscy powariowali? Zakrywa twarz dłońmi, jakby się sama uspokajała. Zerka na mnie, dalej szeroko się uśmiechając tymi bialutkimi, podłużnymi ząbkami.
- Wybacz, nie mam pojęcia, co ją ugryzło. Nie bierz tego wszystkiego do siebie, może ma jakiś gorszy dzień. – mówi już bardziej stonowanym głosem, brzmiącym o wiele poważniej.
Gorszy dzień. Co nie znaczy, że ma mnie używać jako worek do wyżywania się, bez przesady.
- Wcale nie zamierzałem. – zaczynam, ciągle lustrując jej roześmianie, piękne i piekielnie seksowne oczy, od których nie mogę się wręcz oderwać. – Co cię tak rozbawiło?
Musiałem zadać to pytanie, musiałem. Chcę sprawdzić, kto w takim momencie ma większe zadatki na obłąkańca niż ja. Ktoś chętny? Przygryza zalotnie usta, jakby z zawstydzeniem, naciągając czapkę na uszy, w której chyba ma ochotę się teraz zakopać i schować.
- Przez chwilę poczułam się jak nastolatka pilnowana przez mamę, która sprawdza, gdzie i z kim wychodzę. – uśmiecha się ponownie, pokazując mi dobitnie, że wzięła tego zachowania swojej siostry ani jej słów, ani trochę do siebie, że nie przejmuje się jej żołnierskim poleceniem, że zupełnie nie zamierza stawiać się u niej szybciej niż za przynajmniej sześćdziesiąt minut. – To na czym skończyliśmy naszą wcześniejszą rozmowę?
Rozmowę… Na czym? Sklerozo, zgiń i przepadnij. Na tym, że tutaj wszystko zawsze się dobrze układało? Możliwe. Tak, już pamiętam. Bo tutaj naprawdę to się działo. I chyba dzieje, jej szczery, uroczy uśmiech, jak za dawnych czasów, jest najlepszym dowodem, przemawiającym za tą naszą wymyśloną teorią.


- Halo? – odzywam się jako pierwszy, odbierając telefon, nie zwracając nawet uwagi na kontakt, zaczynając mieszać w kubku łyżeczką, aby dobrze połączyć kawę ze sporą ilością mleka.
- Ty proponowałeś jej to spotkanie czy ona tobie?
Zamieram na ułamek sekundy, unieruchamiając dłoń, która nagle zastyga bez ruchu, maszcząc czoło z niemałego zdziwienia. Spotkanie… kto komu je proponował? Że co? Nic nie rozumiem. Rozpoznaję jedynie głos rozmówcy, ukrytego za słuchawką komórki.
Nina. Na milion procent. Jej tonu trudno nie rozpoznać. Szczególnie, gdy się złości i go znacznie podnosi. Głównie na mnie. Ale po co wydzwania do mnie prawie o dziesiątej wieczorem? Nudzi jej się czy w towarzystwie Carli wypiła z jakieś bliżej nieokreślonej rozpaczy i rzekomo trudnego dnia, o kieliszek za dużo? Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że ja akurat teraz jestem wyjątkowo normalny. To inni mają problemy, które próbując zrzucić na mnie.
- Ta druga wersja. – odpowiadam wymijająco, niezbyt pewnie, bo co mogę jej powiedzieć. – Nina, a o co ci w ogóle chodzi? – dopytuję, siadając przy stole.
Może lepiej, żebym przyjmował te wszystkie przyszłe ataki dla bezpieczeństwa na siedząco. Totalnie nie pojmuję jej dziwnego zachowania, bo dzisiaj wyjątkowo trudno jest je sklasyfikować pod konkretną kategorią. Uwzięła się a mnie. To będzie najwłaściwsza.
- Jeszcze niedawno cię nienawidziła i przeklinała, nie chciała słyszeć o tobie ani słowa, a teraz proszę… - mówi dalej uparcie, niezbyt sympatycznie akcentując każde kolejne słowo.
Oczyma wyobraźni aż widzę, jak teraz kręci z niedowierzania głową, potrząsając nową fryzurką.
- To miał być komplement? – odzywam się po chwili, parskając złośliwie, samemu kręcąc głową. – Możesz mi wytłumaczyć jakoś racjonalnie ten cyrk, który właśnie nadal ciągniesz?
Spoglądam przez okno, zatapiając rozbiegany wzrok w ciemności zasypiającej powoli ulicy. Powiem szczerze, zaczynam się powoli niepokoić tą zaistniałą sytuacją. Sam nie wiem, co o tym myśleć. W tle z jakiegoś odtwarzacza słyszę relaksacyjną piosenkę, w akompaniamencie znacznie spokojniejszego oddechu w słuchawce, jakby trzymała ją przy samych ustach.
Nina? Odezwiesz się jakoś czy mam cię wyręczyć, chociaż wcale nie mam na to nawet najmniejszej ochoty?
- Po prostu trudno mi się patrzy na Carlę, jak znowu ona cały czas o tobie namiętnie mówi, jak wspomina stare czasy. – zaczyna, wzdychając głośno. – Nie chcę, żebyś znowu ją skrzywdził, bo ona tego drugi raz nie zniesie, rozumiesz, Kenneth? Nie mam pojęcia, jakie masz wobec niej zamiary…
Wypowiada moje imię niemal drżącym tonem, jakby aż nasiąkniętym zmartwieniem i troskami. Dopiero teraz powiedziała mi prawdę. Że się boi. Jak starsza siostra o swoją młodszą siostrzyczkę. Że chce dla niej jak najlepiej. Ale wyznała mi jeszcze inną, o wiele istotniejszą prawdę.
Że Carla o mnie mówi, myśli, bo nadal coś czuje, inaczej by tego nie robiła. Założę się, że te nasze ostatnie spotkania miały ją tylko w tych rozchwianych uczuciach utwierdzić. Ale to niestety wie już tylko ona. Ja mogę się jedynie domyślać. Chociaż moje serce wie jedno. I ciągle bije rytmem dopasowanym do jej serca.
- Nigdy już jej nie skrzywdzę, przysięgam. – odpieram, z niemałym trudem, bo przez napływające do moich oczu łzy, jestem bliski płaczu, chociaż sam nie wiem dokładnie, z jakiego powodu. – Chcę tylko, abyśmy wreszcie się pogodzili i spróbowali jeszcze raz, na nowo, bez tych wszystkich żali. Nic więcej.
Wzruszenie, przejęcie?
Czy może ta skrucha, którą tak długo w sobie nosiłem, w końcu wychodzi ze swojej skorupy na światło dzienne, ujawniając się przed wszystkimi?
- Wiesz… - wtrąca nagle, jakby z lekkim uśmieszkiem na ustach. – W sumie nadal cię lubię, chociaż może tego specjalnie po mnie nie widać i przez to wychodzę na totalną jędzę. Ale inaczej bym ci nie pomagała.
Teraz to na pewno się uśmiecha, niemal to widzę. Gdyby nie jej słowa, to pewnie pozostałbym przy tej totalnej jędzy, jak to zgrabnie określiła. Bo taka właśnie przez te wszystkie długie miesiące dla mnie była. Jędzowata. Chociaż przyznaję, zdarzały jej się przebłyski kochanej, niedoszłej szwagierki.
- A co ma właściwie jedno do drugiego? – pytam trochę zdezorientowany jej chaotycznymi wypowiedziami, których nie potrafię na bieżąco skleić w całość.
- Bo wiem, że tylko z tobą była naprawdę szczęśliwa. – odpiera błyskawicznie z małą dozą jakiejś nostalgii, której dawno u niej nie słyszałem. – I mam nadzieję, że uda wam się jeszcze raz i wygrasz tą poplątaną walkę. Zasługujesz na to. I na Carlę… Już wystarczająco odcierpiałeś swoją winę, bo na pewno też to wszystko przeżywałeś. A każdy zasługuje na drugą szansę, no nie?
Uśmiecham się szeroko, słuchając każde jej pojedyncze słowo, pieszczące moje uszy, nasiąknięte wieloma obraźliwymi komentarzami.
Że wygram tą walkę… Właśnie cały czas jestem na polu bitwy i z niego wcale nie schodzę. I chyba jestem bliżej tego upragnionego celu niż kiedykolwiek dotychczas wcześniej. Z takim wsparciem, z taką wiarą, nawet ze strony sceptycznej Niny, na pewno mi się uda.
Bo każdy faktycznie zasługuje na drugą szansę. Szczególnie, jak się o nią usilnie stara…


***


Odwracam wzrok od przyozdobionego białymi kwiatkami niewinności ołtarza, w stronę tych dużych, mosiężnych drzwi, przez które wpada ogromna ilość jasnego, wręcz rażącego słońca. Światło, z którego wyłania się twoje kruchutka postać, idąca krok w krok z dostojnie ubranym elegancko ojcem. Wyglądasz, jak księżna, prowadzona za tą chudziutką dłoń, w której trzymasz równie bialutki bukiecik małych różyczek. W tle rozbrzmiewają dźwięki melancholijnej, spokojnej melodii, którą sama wybrałaś, specjalnie na tą okazję, zawsze cię ona doprowadzała do łez, gdy tylko słyszałaś jej początkowe akordy.
Jestem pewien, że teraz również z trudem je powstrzymujesz. Tak samo, jak twoja mama, siedząca w pierwszym rzędzie, z chusteczką w dłoni, która co parę sekund wędruje w okolice oczu, pewnie już nieźle zaczerwienionych od tych mokrych kropel.
Ale możesz płakać. Obie możecie. Dzisiaj jest akurat ku temu doskonała okazja. Widzę, jak idziesz drobnymi kroczkami, aby niechcący nie nadepnąć wysokim obcasem długiego welonu, okalającego twoją zasłoniętą twarzyczkę oraz splecione włosy, które nawet potargane, wyglądałyby teraz ładnie. Masz na sobie przepiękną suknię. Białą, jak świeży śnieg, prostą, bez przesadnych dodatków. Tak naprawdę dopiero teraz ją widzę i dopiero teraz mogę się napawać tym widokiem, będącym niemal jak kojący balsam dla moich oczu. Cóż, może to głupi zabobon, ale chyba nic wielkiego by się nie wydarzyło, gdybym ujrzał cię w tym wydaniu wcześniej, co? Mieliśmy już wystarczająco dużo pecha w przeszłości, limit się wyczerpał.
Uśmiechasz się, choć dostrzegam, jak drżą ci te malinowe wagi, które niebawem wypowiedzą słowa naszej przysięgi.
Przysięgi, łączącej nas na dobre i na złe, mimo wszystko, mimo przeciwności losu, nieprzewidzianych chorób i tragedii, trudnych sytuacji, którym będziemy musieli nieraz stawiać dzielnie czoła. Zbyt długo czekaliśmy na ten moment, który już raz przegapiliśmy. Właściwie, to… ja go przegapiłem.
Ale co ma być, to będzie, jak to mówią. I właściwie jest.
Dzisiaj.
Teraz. To dzieje się w końcu na jawie.
Melodia powoli milknie, a ty podchodzi na ten niewysoki podest, na którym niebawem zawrzemy naszą małżeńską umowę, najważniejszą w tym ziemskich życiu, wykraczająca nawet poza jego ramy. Stajesz naprzeciwko mnie, podwijając ten prześwitujący nieco welon, uśmiechając się jeszcze szerzej, mając w oczach więcej błysku niż wszystkie gwiazdy razem wzięte. Dla mnie jesteś teraz jeszcze większym aniołem. Tylko tych cudnych skrzydełek nie widać.
Kątem oka zerkam w lewą stronę, gdzie nasza mała Emma, która niedługo będzie obchodzić swoje drugie urodziny, siedzi na kolanach swojej równie zniecierpliwionej już cioci, szczerząc się mocno w naszym kierunku, jakby doskonale wiedziała, czego będzie świadkiem.
Patrzysz na mnie w taki sposób, że zapominam o całym świecie dookoła, skupiając się tylko i wyłącznie na tobie.

Krzywię się, gdy zamiast obiecanych słów, do moich uszu dociera… dźwięk budzika. Tak, cholernego budzika, psującego całą sielankę. Szlag by to trafił! Dlaczego on zawsze musi się odezwać w tym kulminacyjnym momencie?
Wizyta lekarska. Mówi ci to coś, Kenneth? Przecieram dłonią rozgrzaną twarz, palącą aż od tęsknoty za Carlą, za widokiem tego ślubnego kobierca. Nie mam szczęścia, naprawdę. Jak nie Johann, stojący nade mną na baczność, to brzęczący telefon. Zawsze coś siłą wyciąga mnie z tej cudownej, sennej krainy.
Ale kto wie, może któryś z tych coraz śmielszych snów wreszcie doczeka się upragnionego spełnienia?


~~~~~~~~
Hellow, god dag!

Stwierdziłam, że wpadnę tutaj troszkę wcześniej, bo jakoś tak się za Wami stęskniłam. Jak wakacje? Uparły dotarły czy jednak na niebie króluje deszcz? Dziękuję za obecność przy poprzednim rozdziale i tyle miłych słów

A dziś… o wiele weselej niż przez parę ostatnich części. I wspomnienia, kolejne. Jak się podobają? Na całe szczęście, że ta tajemnicza osoba to nie Astrid (pisałyście o Ingrid, nie chciałam się czepiać, bo sama czasem mylę imiona, więc małe sprostowanie, ona faktycznie pojawiła się wcześniej w jednym z moich opowiadań, ale u Lory i Andersa). Czekam zatem z niecierpliwością na Wasze opinie

I nie chcę nikogo martwić, ktoś w ogóle jest zmartwiony?, ale do końca tej historii pozostało raptem kilka rozdziałów…

A dziewiętnastka będzie niestety z pewnym opóźnieniem, bo wyjeżdżam na jakiś czas i nie wiem, jak to będzie tam z internetem, więc takie małe ogłoszenie parafialne, pojawi się ona prawdopodobnie 25 sierpnia. Dacie radę?

Do napisania!
Buziaki, Anette :**


Czytasz = komentujesz = motywujesz

10 komentarzy:

  1. Tak, tak, w końcu Kenneth może liczyć realnie swoje szanse, już jest tak blisko, nie może się poddać, tylko dalej walczyć, być blisko i czekać i całe szczęście, ze to tylko zwidy, no i brawo dla Niny 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Weź daj spokój z tymi upałami...
    Cudowny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Kochana :)

    Nina ma racje, że się martwi... Bo to trochę dziwne, że Carla nagle zmieniła swoje nastawienie do Kennyego o 360 stopni... Ale cóż, jak powszechnie wiadomo kobieta zmienną jest :D A skoro jest szczęśliwa z Nim to druga szansa jest jak najbardziej wskazana :)
    Trochę odetchnęłam z ulgą kiedy okazało się, że to nie ta dziennikarka uff... Bo znowu by się wszystko posypało... Chociaż wolałabym, żeby Carla w końcu wygarnęła tej ?rudej? suce co o niej myśli xD Ale wiem, że to nie w tym opowiadaniu xD
    Dobra Kochana, urlopuj się, wypoczywaj i szybko do nas wracaj :*

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę dziwi mnie to,że Carla zmieniła swoje nastawienie,ale jak wiadomo kobieta zmienną jest. O temperaturze nic nie mów😂. Czekam na następny i buziaki 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  5. przeczytane, ale skomentowane będzie być może jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był czas na wariackich papierach xD jestem. Nasz skoczek teraz nie może się poddać; kup mi różowe okulary, bo ja widzę ich kolorową przyszłość. opisy jak zawsze zniewalające :3 pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

      Usuń
  6. Hej, hej :)
    Mam wrażenie, że w tym opowiadaniu i z każdym kolejnym rozdziałem przesuwamy się o kroczek.. Ale całe szczęście, że to jest kroczek w przód, a nie w tył! :D
    Chociaż.. ta nagła zmiana Carli.. nie, żebym się doszukiwała jakiegoś drugiego dna, bo tak nie jest, no ale.. ostatnio wszystko wydaje mi się podejrzane xD
    Nie mniej jednak ogromnie cieszę się ze szczęścia naszej parki ;)
    Udanych wakacji Kochana! ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział ;* Krok po kroku do przodu :D
    Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Uff... Udało mi się, nadrobiłam kilka rozdziałów w dwa dni. Ale co tu się dziwić, skoro były one tak piękne 😊 Z miejsca przepraszam za poślizg, ale wszystkie sprawy związane z remontem zbyt zaprzątały mi głowę.

    Nie wierzę, że Nina aż tak zmieniła swoje podejście. Jestem w nie małym szoku, szczerze mówiąc 😀 Do tego Carla... Chyba jednak coś tam w jej serduchu się zapaliło, jakiś nieśmiały ogarek, który lada dzień może przerodzić się w ogromny płomień 😉

    Ta Astrid będzie się Kennethowi czkawką odbijać, ja to czuję. Ale w tej sytuacji lepiej ona, niż kontuzja... Ugh, mam nadzieję, że Kenny szybko z niej wyjdzie. Trzymam za nich mocno kciuki! ❤️

    Czekam na nowy rozdział.

    Pozdrawiam i weny życzę! :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział piękny, a wątek ze ślubem..ach. Cudownie by było jakby się spełniło! Chociaż przyznaję, że i mnie lekko zaskoczyła nagła zmiana u dziewczyn w kierunku Kennego. Jednak nie będę się doszukiwać drugiego dna i po prostu poczekam na rozwój sytuacji.
    Ps. Przepraszam za moją abstynencję, obiecuję poprawę i czekam na kolejny rozdział! Buziaki.

    OdpowiedzUsuń